Być jak Chiara Ferragni, pisać jak Giulia De Lellis


Kto z nas nie chciałby odnieść sukcesu na miarę Chiary Ferragni? Tego nazwiska nie trzeba nikomu przedstawiać, a zwłaszcza użytkownikom Instagramu, dla których słynna blogerka jest wyrocznią. Myślę jednak, że słowo "blogerka" nie pasuje już do Chiary, zaś bardziej odpowiednim będzie "bizneswoman", ponieważ influencerka rodem z Italii dzięki sile social media stała się współczesną ikoną i to nie tylko dla nastolatek. Ferragni jako jedna z pierwszych pojęła, co można osiągnąć dzięki internetowi i jej, wydawałoby się, zabawa w robienie selfie, przekształciła się w poważny interes. Dziś Chiara Ferragni to już nie tylko nazwisko, to marka, która przyciąga reklamodawców z całego świata, a samą influencerkę plasuje na szczycie najbardziej wpływowych kobiet świata. Czapki z głów.

Piszę o Ferragni nie bez powodu. Kilka dni temu media w Italii zelektryzowała wiadomość, iż jeden z włoskich uniwersytetów planuje kurs dla influencerów, po którym będzie można uzyskać tytuł magistra. Wygląda na to, że władze uczelni postanowili pójść z duchem czasu i dać młodym ludziom to, co najbardziej ich interesuje. Z jednej strony to dobrze, jako że kształcenie się to ważna sprawa, z drugiej natomiast zadaję sobie pytanie, czy taki kurs dla ma sens? Przecież popularność w social media w dużej mierze zależy od zrządzenia losu i nutki szczęścia. Wystarczy, że aspirant do bycia popularnym instagramerem pojawi się np. w telewizji, zadziała w jakiś sposób i wytyczy sobie drogę. Tak było w przypadku Giulii De Lellis, która przecierała szlaki we włoskiej tv, a dzisiaj jest jedną z czołowych influencerek i jej kariera rozwija się w błyskawicznym tempie. Dość powiedzieć, że Giulia niedawno opublikowała książkę, która pobiła wszelkie rekordy sprzedaży we Włoszech i zostawiła w tyle takich autorów jak Stephen King. Jak więc widać, siła social media nie zna granic. Nie mam bowiem wątpliwości, iż to im Giulia De Lellis zawdzięcza pozycję na rynku wydawniczym.

To zresztą nic nowego, że influencerzy piszą książki, to również jest wytwór naszych czasów i internetowi zawdzięczamy pojawienie się wielu nowych, obiecujących autorów. Oczywiście nie dotyczy to panny De Lellis, ponieważ ona tylko firmuje książkę swoim nazwiskiem. Nie przyłożyła do niej ani słówka, a wynajęła do opisania swojego barwnego życia uczuciowego jedną z blogerek i zarobiła na tym kupę kasy. Tak wielka jest potęga internetu, że może zrobić pisarkę z dziewczyny nie mającej za grosz talentu w materii. Kto by się tym przejmował, a już najmniej sama de Lellis, która nawet nie kryje tego, że z książkami jest jej nie po drodze. To, że powieść zdmuchnęła z szeregu inne to nie przypadek, to wpływ Giulii na młodych odbiorców spodował, że "napisała" bestseller. Czy tego chcemy czy nie, musimy przyjąć do wiadomości, iż z influencerami trzeba się liczyć i nie można ich lekceważyć. Ba, jestem skłonna stwierdzić, że należy brać z nich przykład, jeśli chce się wybić na krętej mapie internetu. Przeciwnicy Ferragni i spółki uważają, że influencer to synonim osoby nie posiadającej żadnego talentu, a robiącej karierę dzięki Instagramowi. Być może i tak jest, ale niech rzuci kamieniem ten, kto nie chciałby się z nimi zamienić. 

Od pewnego czasu obserwuję, że w Italii zapanowała istna mania Instagramu. Każdy młody człowiek chce być influencerem, osiągnięcia osób opisuje się od przedstawienia liczby ich obserwatorów, co osobiście trochę mi się nie podoba. Bohaterowie Instagramu stali się idolami i to o nich najwięcej się mówi, bo wzbudzają prawdziwe emocje. Niedawny Festiwal Filmowy w Wenecji okazał się kolejnym triumfem dla Chiary Ferragni, która promowała na nim film dokumentalny na temat swojego życia (zjechany przez krytyków). I mimo że nie zdobył on żadnej nagrody, to Włosi szturmowo udali się na niego do kina, a Ferragni była najbardziej obleganą gwiazdą festiwalu. Dokument o Chiarze wyprzedził najnowszą produkcję Tarantino, a influencerka fotografowała się z największymi gwiazdami Hollywood, choć na zdjęciach to ona lśniła najbardziej. Dziewczyna, za której powodzenie jeszcze dekadę temu nikt nie dał złamanego grosza, znaczy dzisiaj dla swojego pokolenia więcej niż wybitni aktorzy. Jej kariera jest doprawdy czymś niewyobrażalnym, nic więc dziwnego, że stała się przykładem dla wielu młodych Włochów. 

Choć Instagram lubi pięknych ludzi, to są wyjątki od reguły i można zdobyć obserwatorów nie tylko dzięki urodzie. Tak stało się w przypadku Benedetty Rossi, która od lat z powodzeniem prowadzi blog kulinarny "Fatto in casa da Benedetta" ("Zrobione w domu przez Benedettę"). Benedetta najpierw podbiła Facebook, gdzie powoli dobiega do pięciu milionów fanów, później dostała program w telewizji, a jej Instagram zaczął pękać w szwach. Ma prawie dwa miliony obserwatorów i to jest naprawdę spore osiągnięcie, biorąc pod uwagę fakt, że Benedetta, podobnie jak Ferragni, pojawiła się znikąd. Włosi śledzą jej przepisy, oglądają ją w telewizji i podziwiają, chociaż i ona nie jest wolna od krytyki. Im większy sukces, tym hejterzy są aktywniejsi i to chyba jedyny minus bycia kimś w internecie. Z wymienionych blogerek to ona jest mi najbardziej bliska, bowiem to taka kobieta z sąsiedztwa. Nie odkrywa ciała jak De Lellis, nie epatuje bogactwem, jak Ferragni, a pokazuje siebie jaką jest, bez zbędnych filtrów. Nie ma urody miss ani figury modelki, a jej silny akcent jest często wyśmiewany przez antagonistów. To jednak nieważne, gdyż Benedetta Rossi daje nadzieję zwykłym kobietom, że jeśli się czegoś naprawdę chce, to można osiągnąć wszystko. Z pomocą Instagramu rzecz jasna.

zdjęcie- Funweek
Obsługiwane przez usługę Blogger.