O "Pinokiu" i jego różnych odcieniach


Kilka dni temu odbyła się w Italii premiera nowego filmu Matteo Garrone, czyli reżysera, którego bardzo cenię. Garrone podjął się trudnego zadania, jako że dotknął świętości, a mianowicie wyreżyserował "Pinokia". Dla mnie książka jest najbardziej genialną włoską powieścią, a odkąd mieszkam w Italii, moje więzy z Pinokiem dodatkowo się wzmocniły. Nie wiem, jak Carlo Collodi to zrobił, ale sportretował Włochów tak przenikliwie i ponadczasowo, że książka do dzisiaj jest aktualna. Autor miał zmysł obserwacji i niewątpliwy talent, a jego pajacyk od pokoleń budzi wśród Włochów emocje. Widziałam kilka wersji Pinokia i jak do tej pory najbardziej porwała mnie ta z 1972 roku, z wielkim Nino Manfredim w roli Geppetta. Tym razem ojca pajacyka zagrał równie słynny i nie mniej utalentowany Roberto Beningi. Ten sam Benigni, który tak koncertowo spieprzył poprzedni film o Pinokiu (z 2002 roku), przynajmniej moim zdaniem. 

Benigni, jak zapewnie pamiętacie, nie mógł się oprzeć pokusie i wcielił się w postać Pinokia, co według mnie było decyzją dosyć absurdalną. Winnym wszystkiemu był ponoć Federico Fellini, bo za każdym razem, gdy spotykał aktora, nazywał go właśnie Pinokiem, tak w wywiadach tłumaczył Benigni. Jako wielbicielka powieści nie byłam zachwycona tym pomysłem i moje obawy potwierdziły się w momencie, gdy obejrzałam film. Możesz nazywać się Benigni, zdobyć Oscara i być uznawany za wybitnego artystę, ale na Boga, nie możesz zagrać dziecka, choćby i namaścił cię Federico Fellini. Wersja z Benignim w roli głównej była dla mnie nie do przyjęcia i od pierwszych chwil nie pokochałam jego Pinokia. Był dla mnie za krzykliwy i za chaotyczny, lecz co najważniejsze, był dorosłym mężczyzną i nawet talent aktorski Beningiego w niczym tu nie pomógł. To była tak nieudana adaptacja, że przez jakiś czas czułam wielki żal do aktora. Miał taki sceniariusz i taki potencjał, a film wypadł przeciętnie, co w dużej mierze było winą hybionej decyzji dotyczącej roli głównej. 

Minęło kilkanaście lat, Roberto Benigni powrócił jako Geppetto i w moich oczach całkowicie się zrehabilitował za grzech nieudanego Pinokia. Wystarczyło, bym obejrzała zapowiedź filmu oraz Benignego w wersji ojca pajacyka i ogarnęło mnie coś w rodzaju wzruszenia. To nie ten komediowy Benigni, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, to zdecydowanie inny, refleksyjny aktor. Jestem przekonana, że to jego życiowa rola, coś w rodzaju artystycznego spadku, choć oczywiście Benigni na emeryturę się nie wybiera. Przyzwyczaił widzów jednak do zupełnie innych ról, tymczasem jako Geppetto jest po prostu ujmujący. Zagrać rolę po Nino Manfredim i to zagrać ją dobrze to wyzwanie nawet dla takiego artysty jakim jest Roberto Benigni. Kilka chwil wystarczyło jednak, by przeszły mnie ciarki i już wiem, że film zobaczę właśnie dla Benignego - Geppetta. Ojciec pajacyka to moja ukochana postać z powieści, więc nic dziwnego, że tak mocno ją odbieram. Nigdy też nie lubiłam Pinokia za to, że tak źle traktował swojego tatę. 

Matteo Garrone na pewno zrobił dobry film, to nie ulega wątpliwości. Zaangażowanie takiego artysty jak Benigni było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. A co z samym Pinokiem, zapytacie? Otóż tu mamy problem, gdyż nie będzie w filmie pajacyka z drewna, a chłopiec, którego twarz pomalowano w taki sposób, aby przypominało drewno. Z tego powodu mam już w domu antyfana nowego Pinokia, ponieważ mój mąż uważa, że przy takich możliwościach technologicznych, jakie mamy dzisiaj, psim obowiązkiem Garrone było stworzyć drewnianego pajaca. Nie będzie go jednak i przez to mój mąż, który również ceni dokonania reżysera, nie ma najmniejszej ochoty na obejrzenie filmu. Czeka bowiem na wierną odsłonę książki i ku jego uciesze, może się doczeka, jako że Netflix w 2020 roku zapowiedział premierę serialu o Pinokiu, a wyreżyseruje go absolutnie ulubiony reżyser męża, czyli Guglielmo Del Toro. Przewiduję, że we Włoszech nastąpi taki szał, jak u nas z netflitowskim Wiedźminem, albo jeszcze większy. Na miejscu Del Toro nie spałabym wszakże spokojnie, bo Włosi mu nie wybaczą, jeśli wypaczy Pinokia. Buon Natale cari!


zdjęcie- Rolling Stone
Obsługiwane przez usługę Blogger.