Kombinuj jak Włoch, czyli po zasiłek marsz

by 28 stycznia


"Włochy, ależ ci zazdroszczę, wy naprawdę macie tutaj klawe życie" - powiedziała do mnie ostatnio koleżanka, z którą rozmawiałam przez telefon. Nie zdziwiły mnie jej słowa, ponieważ osoby nie przebywające na stałe w Italii mają utopijną wizję o tym kraju. Nie ma tu biedy, nieszczęśliwych ludzi, zaś wszyscy są uśmiechnięci, bo włoski klimat i kawa przegonią każdy problem. A to nie tak, o czym przekonuję od lat. Kocham Włochy, ale nie patrzę na nie przez różowe okulary właśnie dlatego, że tu mieszkam. Czasem żałuję, że tu przyjechałam i sama sobie zmąciłam tą wizję kraju idealnego. Z drugiej strony wolę tą szorstką i często brzydką Italię, gdyż jest mi jeszcze bardziej bliska. To dziwny efekt, przyznaję, lecz chyba normalny dla emigranta. Nawet Włochy mogą spowszechnieć, zwłaszcza jeśli obcuje się z nimi na co dzień.

Kiedy rozmawiałam z koleżanką na temat Włoch, zastanawiałam się, co by powiedziała, gdyby wiedziała, że Włosi lubują się w kombinowaniu. Oczywiście od razu uprzedzam, że nie mam na myśli wszystkich Włochów, lecz przekrój społeczeństwa, który uczciwym rodakom psuje opinię. Włosi niestety lubią kombinować, choć chyba gorsze jest to, że potrafią to robić, zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawia się wizja łatwych pieniędzy. Niecały rok temu rząd wprowadził zasiłki dla najuboższych i bezrobotnych, z czego wielu sprytnych Włochów skrzętnie skorzystało. Pamiętam jak dziś komentarz mojego męża na wprowadzenie reddito di cittadinanza (tak po włosku ta pomoc się nazywa): "Tylko nie to, bo teraz się dopiero zacznie. Włosi zaczną kręcić i kombinować, aby tylko dostać ten zasiłek. Nam państwo nic nie powinno dawać, gdyż na to nie zasługujemy". Wygląda na to, że mój mąż dobrze zna swoich rodaków, bowiem o mataczeniu Włochów pod względem rządowych zasiłków wiele już czytałam. I za każdym razem zastanawiam się, jakim cudem te ich machlojki  przechodzą bezkarnie. 

To, że ktoś pracuje na czarno i pobiera zasiłek, specjalnie mnie nie dziwi, a takich przypadków jest bardzo dużo. Nie dziwi mnie również to, że niektórym Włochom nie chce się pracować, jako że za te kilkaset euro miesięcznie męczyć się nie będą, a tyle samo (a czasem i trochę więcej) dostaną za nic. Co mnie natomiast niepomiernie zaskakuje to fakt, iż na ten zasiłek łaszczą się ludzie majętni, którym żadna pomoc od państwa nie jest potrzebna. I tak, papiery po reddito di cittadinanza wypełnił już właściciel hotelu wartego 700 tysięcy euro, czego rzecz jasna, nie umieścił w dokumentach, czytałam również o człowieku posiadającym aż 78 (!) samochodów, czy rozbijających się nowiuteńkim Ferrari i mieszkających w wypasionych willach "zasiłkowiczów". I to jest właśnie to, o czym mówił mi mąż, że jeśli Włoch poczuje darmową kasę, to zrobi wszystko, aby ją dostać. I nieważne jest to, że pieniędzy mu nie brakuje, bo jeśli one są do wzięcia, to trzeba to zrobić. Coś się zatai, czegoś nie uwzględni i może się uda. Fakt, że takie zagrania są nieuczciwe i bardzo niemoralne, raczej nikogo nie obchodzi. Państwo daje zasiłki, więc zgłaszają się po nie ci, którzy w ogóle ich nie potrzebują. I jak tu nie przyznać racji mojemu mężowi?

Reddito di cittadinanza wywołało w Italii podobne kontrowersje co nasze "500 +". Są Włosi, którzy tak jak mój mąż uważają, że Włosi nie powinni niczego dostawać, inni twierdzą, że państwo jest za biedne na rozdawanie publicznych pieniędzy, jeszcze inni sądzą, że lepiej iść do pracy, a nie czekać na mannę z nieba. Moim zdaniem każda z tych opinii ma sens, chociaż osobiście jestem zdania, że osobom o trudnej sytuacji życiowej należy się pomoc ze strony państwa. Mam tu na myśli przede wszystkim ludzi, którzy nie mają zajęcia, a zostało im kilka lat do emerytury, więc taki zasiłek jest dla nich niezbędny, czy ludzi młodych, często po studiach, a bez większych perspektyw na pracę. Sytuacja w Italii nie jest kolorowa, to nie te same Włochy co 20 lat temu, a o pracę i godne zarobki większość sobie może tutaj pomarzyć. Dlatego myślę, że ten zasiłek, reddito di cittadinanza to niejaki obowiązek wobec Włochów, niemniej działania cwaniaków mieszkających w willach i mających dobrą sytuację materialną są czymś obrzydliwym. Ale tacy są niestety Włosi, jak mawia mój mąż, a to, że nie potrafią  oprzeć się pokusie i nie kombinować jest w pewnym stopniu wytłumaczalne. Zatajają różne sprawy, bo wiedzą, że nie ma kontroli, a poza tym istnieje korupcja, co jeszcze bardziej pomaga w omijaniu przepisów. Ostatnio dowiedziałam się o tym, że jakaś znajoma teściowej wybudowała dom bez żadnych pozwoleń i nic sobie z tego nie robi. Pozwolenia kosztują, trzeba na nie długo czekać, a przecież i tak nikt nie przyjdzie nic sprawdzić. To prawda i właśnie dlatego Włosi kombinują i nadal będą to robić. Nic zatem dziwnego, że rządowy zasiłek okazał się mekką dla nieuczciwych obywateli.


zdjęcie- QuiFinanza


Obsługiwane przez usługę Blogger.