Włochy, koronawirus i coraz większy strach










Kilka dni temu na fanpejdżu bloga napisałam o tym, jak pani z Chin, która co tydzień przyjeżdża na targ do mojego miasteczka, skarżyła się na to, że po ujawnieniu informacji o koronawirusie klienci przestali u niej kupować. Trochę byłam tym zaskoczona, ponieważ kobieta mieszka w Italii 20 lat, a do Chin nie jeździ, nie ma więc mowy, by mogła zarażać. Nieco mnie też to rozśmieszyło, jako że nie wyobrażam sobie, by wirus mógł dotrzeć do tej mojej mieściny, tak odległej od wielkiego świata i tak bardzo prowincjonalnej. Potem pomyślałam sobie jednak, że nie ma z czego się śmiać, ponieważ ludzie o niczym ostatnio nie mówią, jak o koronawirusie, zaś media zasypują nas informacjami, które w większości powodują strach, nic zatem dziwnego, że sprawa ta odbiła się rykoszetem na mieszkających we Włoszech Chińczykach. A kiedy ujawniono, że w Italii pojawił się koronawirus i ogłoszono stan wyjątkowy, panika osiągnęła apogeum, co niestety było do przewidzenia. Przy okazji tych wydarzeń po raz kolejny używa się argumentu, który nie ma nic wspólnego z zaistniałą sytuacją, czyli mówi się o Włochach jako rasistach, gdyż zaczęli omijać Chińczyków szerokim łukiem. A to chyba nie tak.

Wszystko przez to, że to media właśnie tą panikę zasiały. Codziennie bombardują nas setkami artykułów na temat wirusa z Chin, a co drugi z nich jest niekompetentny. Tabloidowe tytuły również nie pomagają uspokoić Włochów, bowiem część czyta tylko nagłówki i wyciąga z nich błędne wnioski. Nie zrozumcie mnie źle- informacje na temat wirusa powinny się pojawiać, i owszem, niemniej należy je dawkować racjonalnie. Byłam świadkiem sytuacji, gdy troje starszych panów rozmawiało o tym w barze, a źródłem ich wiedzy zostało regionalne wydanie gazety, z okładki której straszył napis- "Koronawirus - przygotujmy się na najgorsze". Panowie faktycznie wydawali się przestraszeni i naradzali się, jak uniknąć tego wirusa, a jednym z pomysłów było właśnie unikanie Chińczyków. Fakt, iż w Rzymie zanotowano dwa przypadki turystów zarażonych koronawirusem dodał tylko oliwy do ognia, ponieważ stolica Włoch niby leży daleko, ale lepiej dmuchać na zimne. Chińscy turyści podróżowali i do Florencji, więc nie ma się co dziwić na przesadzone działania Włochów. Mają oni zresztą silny instynkt samozachowawczy, stąd właśnie ich zachowania względem Chińczyków. Chinatown w Mediolanie podobno świeci pustkami, choć znane osoby namawiają do tego, by skończyć z tym ostracyzmem. Wielu Chińczyków mówi wprost, że jak tak dalej pójdzie, będą musieli pozamykać interesy. To bardzo przykre.

Problem leży w tym, że Włosi tak naprawdę mało wiedzą na temat chińskiego wirusa. Mają jakieś pojęcie, lecz nie są do końca doinformowani i to jest właśnie przyczyną ich histerii. Należałoby coś z tym zrobić, wypuścić ulotki o tym, jak objawia się koronawirus i w jaki sposób zmniejszyć ryzyko zarażenia, a nie czytać nie zawsze fachowe artykuły w necie. Według przeciętnego Włocha wirusem można się zarazić mijając Chińczyka na ulicy i to jest skutek reakcji na przybyszów z Azji. Osobiście nie podoba mi się mieszanie do tego polityków, ponieważ uważam, że to nie czas na ich brudne gierki. Lewa strona krzyczy o wspomnianym przeze mnie rasiźmie i nawołuje o tolerancję, prawa natomiast zastanawia się, dlaczego kwarantannie zostało poddanych 6 tysięcy turystów z wycieczkowca, a nielegalnych imigrantów wpuszcza się do Włoch bez żadnych badań. A czy podobne rozważania mają teraz sens? W moim odczuciu nie, gdyż nie przybliżają nas do niczego, a tylko pogłębiają różnice między Włochami. Jestem też więcej niż pewna, że gdyby przyszło zapytać jakiegoś polityka o objawy koronawirusa, na pewno nie udzieliłby poprawnej odpowiedzi. Mnie zaś wielokrotnie pytano o to, czy Włochy teraz to dobry pomysł na turystyczny wypad, jako że różne wieści docierają do Polski. Widzicie, ja tu mieszkam i nie zamierzam uciekać do kraju. Bądźmy czujni, ale nie panikujmy, bo nic dobrego nam to nie przyniesie


zdjęcie- Globalist
Obsługiwane przez usługę Blogger.