Ciężkie życie włoskich (i nie tylko) pań domu


W związku z pandemią koronawirusa życie we Włoszech przewróciło się do góry nogami i ciągle słyszymy o różnych nowościach i pomysłach niestrudzonego włoskiego rządu. Jedną z idei jest wprowadzenie tzw. bonus babysitter, czyli zapłata dla opiekunek nie z pieniędzy rodziców, a podatników. Niedawno rząd poszedł jeszcze dalej- chce płacić dziadkom za to, że opiekują się wnukami podczas nieobecności rodziców, co dla mnie jest trochę nie fair. W takim razie co ze mną i tysiącami kobiet, które są w podobnej sytuacji? Ano nic, ponieważ kurami domowymi i ich potrzebami nie należy się w ogóle przejmować, a to, że siedzą w domu z dziećmi, jest ich świętym obowiązkiem. Jakaś kobieta pytała na forum, dlaczego "casalinghe" (panie domu) są wykluczone we Włoszech ze wszystkiego? W odpowiedzi usłyszała, że kury domowe nie są pożyteczne dla społeczeństwa, jako że nic nie produkują i nic nie wnoszą do gospodarki, a dodatkowo są bardzo roszczeniowe. Dobre sobie, zaśmiałam się, przecież gospodynie domowe są grupą niedocenianą, która zresztą nigdy na nic się nie skarży. Przyjmujemy nasze życie z dobrodziejstwem inwentarza, szykanami i ciągłymi pytaniami, gdzie nasze ambicje. Tyle się krzyczy o tolerancji, ale nikt (albo prawie nikt) nie akceptuje tego, że jest dużo kobiet utrzymywanych przez mężów i dbających o ognisko domowe. Ba, one same tego nie akceptują i uważają się na gorsze, gdyż właśnie za takie są postrzegane. Bez ambicji, bez zawodowego życia, niezadbane i wiecznie przy garach. Nie ma więc z nich żadnego pożytku i jeszcze śmią prosić o pieniądze.

Zauważyłam na własnej skórze, że ta etykietka casalinghi jest czymś umniejszającym kobiecie. Ile razy słyszałam, że ja to mam dobrze, bo siedzę w domu i nie muszę się martwić z kim zostawić dzieci lub nie muszę biegać wiecznie do pracy. Skoro ja się mam tak dobrze, to czemu osoby wypominające mój tryb życia nie zwolnią się z pracy i nie zajmą się wychowywaniem dzieci? O nich nikt nie powie, że są bezużyteczne, im nikt nie zaśmieje się w oczy, że cały dzień w domu by nie wytrzymał; wreszcie, nikt nie zarzuci im braku ambicji i spędzania dni na gapieniu się w ekran telewizora. Jaki cel mają kury domowe, co one potrafią- takie pytania również czytałam w internecie i przyznam, że jestem nimi oburzona. To tak, jakbyśmy były gorszym gatunkiem ludzi, jako że nie zarabiamy i nie przysługujemy się ekonomii. Nikt nie pyta, jak się czujemy, czy należy nam się pomoc, o czym marzymy, czy mamy ochotę wyjść, gdyż dla ludzi jesteśmy kimś mało ważnym. Krzątamy się po mieszkaniach, czasem idziemy do sklepu czy na plac zabaw z dziećmi i na tym kończy się nasz dzień. O czym można z nami porozmawiać, przecież na niczym się nie znamy, a co najwyżej interesują nas plotki. Rząd obiecuje cokolwiek praktycznie każdej grupie społecznej z wyjątkiem kur domowych, ponieważ one nie mają na co liczyć, i tak zbijają bąki. Bycie kobietą nie jest proste, zaś bycie kobietą z przypiętą łatką "gospodyni" jest cholernie trudne. Ileż się trzeba namęczyć, by udowodnić innym, że nawet siedząc w domu ma się jakieś horyzonty i czymś się interesuje. Nie można jednak czuć się równymi z kobietami pracującymi, bo etykieta kury domowej na to nie pozwala. Jesteś tylko gospodynią, więc jesteś gorsza. Tak jest, moi mili.

A bycie panią domu, jakkolwiek łatwe w praktyce, jest bardzo ciężkie psychologicznie. Każdego dnia robisz to samo, znasz na pamięć swój rozkład godzin i dobrze wiesz, co wydarzy się rano, a co wieczorem. Nie czeka cię żadna nowość, nie wyjdziesz z koleżankami po pracy do baru, a wyobraźni używasz, kiedy szukasz pomysłu na obiady. Zawsze można zmienić wszystko w życiu, to prawda, niemniej jednak to nie jest łatwe. Prawie 10 lat poza rynkiem pracy i CV, które nie ewouluje, nie pomaga przy szukaniu zajęcia. A kiedy jest się samym nie ma się żadnej rodziny, to nie ma mowy o tym, aby coś znaleźć. I koło się toczy, a potem zatrzymuje się w jednym miejscu- w domu, z którego zawsze się wyjdzie, to prawda, lecz nie zrobi się tego dla siebie, a dla innych. Kury domowe są w pewnym stopniu wykluczone ze społeczeństwa i nie ma co temu zaprzeczać, ponieważ widzę to po sobie. Można nam przygadywać, śmiać się z nas, bo i tak nikt za nas nie będzie walczył, w końcu mamy się tak dobrze. Nikt nie podniesie ręki do góry i nie powie, że nas rozumie, raczej na odwrót- większość powie, że żyjemy komfortowo. A ja bym chciała, żeby ludzie pojęli, iż bycie kurą domową nie jest niczym wstydliwym i nie stawia nas w złym świetle. Nie mam ochoty więcej się denerwować, czytając opinie o tym, że nie ma z nas żadnego pożytku. Status kury domowej nie wiąże się z cierpieniem, absolutnie, ale nie jest to, przynajmniej dla mnie, rzecz komfortowa. Nie potrafię jednak zmyć z siebie tej naklejki i wytłumaczyć otoczeniu, że posiadam jakąś głębię. Dla nich i tak kończy się ona na myciu naczyń i plotkowaniu. Casalinga w dzisiejszych czasach to nie lada wyzwanie. Wątpię, czy kiedykolwiek ktoś nas doceni.


zdjęcie- Giornale Di Puglia
Obsługiwane przez usługę Blogger.