Otwarcie włoskich granic- czy to ma sens?



Wszyscy się cieszą i z prawie każdej wirtualnej strony bije radość, ponieważ 3-go czerwca we Włoszech wreszcie otworzono granice. Można poruszać się również między regionami, a turyści w końcu mogą zwiedzać ich ukochane Belpase. I tylko ja, jako jedna z nielicznych, kręcę na to nosem, bo moim zdaniem jest na to za wcześnie. Albo tak- jest za wcześnie dla niektórych regionów, w tym "mojej" Lombardii. Wskaźnik zachorowań co prawda spadł, ale nie do tego stopnia, by wpuszczać tutaj ludzi. Jestem pewna, że nie jest to dobry ruch i za jakiś czas przekonamy się, czy tak się stanie. Nie chodzi mi o moją rację czy satysfakcję, że ją miałam, bynajmniej, co więcej, byłabym zachwycona, gdybym się pomyliła. Niemniej jednak w tej fazie koronawirusa wolę dmuchać na zimne i być ostrożna, to akurat szkody mi nie przyniesie. W Lombardii, o czym często przypominam, przypada 50 procent zachorowań na całe Włochy, więc z tego powodu jestem sceptycznie nastawiona do otwarcia regionu. Nie ja wszakże o tym decyduję, a o wiele tęższe głowy ode mnie, zatem przyjmuję to otwarcie i czekam na "rezultaty". Obym się myliła, a widmo ponownego zamknięcia w domach okazało się jedynie moją prywatną paranoją.

Włochy nie pokonały koronawirusa i nadal nie jest dobrze, stąd mój sceptycyzm. Bardzo bym chciała, by życie wróciło do normalności, lecz patrząc na restrykcje i ludzi w maseczkach, wątpię czy szybko to nastąpi. Nie dość powiedzieć, że pierwsze zakażone miasteczko, czyli Codogno, które właśnie ogłosiło, że jest "czyste" znowu musi mierzyć się z koronawirusem, ponieważ zanotowano tam pozytywnego pacjenta. Myślę sobie, że to małe ostrzeżenie, którego absolutnie nie powinniśmy lekceważyć, bo od Codogno wszystko się zaczęło. Natomiast przedwczoraj do Rzymu przyleciała rodzina ze Stanów Zjednoczonych i również okazała się pozytywna, a to dopiero pierwszy dzień otwarcia granic. Za szybko, mówią wirusolodzy, a jeden z nich wprost chwali Austrię za to, że nadal ma zamknięte granice dla Italii. Tak samo jest z Grecją, która ma Włochy na czarnej "koronawirusowej" liście i osobiście uważam, że to jest mądra decyzja. Są tacy, którzy kręcą nosem i mówią coś o niesnaskach i nienawiści do Włochów, ale to mrzonki. Tu chodzi o bezpieczeństwo, a nie o sympatię, przecież to ewidentne. Fakt, że są kraje chcące dokopać Italii, takie jak Holandia, gdzie jakiś dziennik wyraził opinię, że Włosi to lenie, więc koronawirus jest im na rękę; lub Anglia, oskarżająca Italię o to, że jest winna pandemii na wyspach. Cóż, na to trzeba przymknąć oko, jako że takie oskarżenia do niczego nie prowadzą, a tylko pogłębiają niechęć między narodami.

Wydaje mi się, że wiele wody musi jeszcze w rzece upłynąć, nim wrócimy do normalnego rytmu dnia, znowu przyzwyczaimy się do turystów i będziemy patrzeć szczęśliwi na twarze bez masek. To nie jest kwestia miesięcy, to może potrwać dłużej, mam jednak nadzieję, że najtrudniejsze już jest za nami. Marzec i kwiecień były naprawdę ciężkie, a teraz, kiedy możemy wychodzić i delektować się świeżym powietrzem, jest łatwiej i przyjemniej, co nie znaczy, że mamy lekceważyć zagrożenie. Właśnie przeczytałam dzisiejszy raport na temat zachorowań we Włoszech i Lombardia znowu zanotowała wzrost zakażeń (i to pokaźny), co potwierdza tezę, że nie jest tak kolorowo, jak niektórzy chcieliby przedstawiać. Nie macie pojęcia, jak bardzo marzą mi się wakacje w Polsce czy na Sardynii u teściów i teoretycznie moglibyśmy tam pojechać, lecz jakoś tego nie widzę. W kraju obowiązywałaby nas 14- dniowa kwarantanna, na Sardynii nie, ale gdyby na promie znajdowała się osoba pozytywna, wtedy musielibyśmy spędzić dwa tygodnie w zamknięciu. Z tego powodu wolimy zostać w domu i zastanawiamy się, jak wykorzystamy te wakacje. Na pewno będziemy poruszać się tylko po Lombardii, a jeśli sytuacja się ustabilizuje, być może skusimy się na inny włoski region. Tymczasem czekamy w napięciu na to, jakie okażą się najbliższe tygodnie i przekonamy się, czy otwarcie granic nie miało wpływu na przyrost zachorowań. Dopiero wtedy dowiemy się, czy ten dosyć niebezpieczny krok miał sens. Trzymam kciuki za Włochy i mam głęboką nadzieję, że ta decyzja nie przyniesie opłakanych skutków.


zdjęcie- Visit Italy
Obsługiwane przez usługę Blogger.