Green Pass we Włoszech- chaos gwarantowany

by 29 lipca

W poprzednim tekście napisałam, że będę odzywać się tutaj raz na jakiś czas, ale już musiałam się wyłamać z tego postanowienia, ponieważ we Włoszech wprowadzono Green Pass, czyli paszport sanitarny, bez którego poruszanie się po Italii będzie mocno ograniczone. Rząd włoski zadecydował, że Green Pass obowiązywał będzie od 6-go sierpnia i po decyzji premiera Mario Draghiego rozpoczęło się społeczno - polityczne trzęsienie ziemi. Co było do przewidzenia, najpopularniejsze partie prawicowe, głosem ich liderów, czyli Matteo Salviniego z Ligi Północnej i Giorgi Meloni z Fratelli D'Italia okazały się zdecydowanym przeciwnikiem Green Pass i krzyczą wszem wobec o odebraniu wolności Włochom. Sami zaś Włosi również nie są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, co pokazują protestując na ulicach, czego ja osobiście się nie spodziewałam. Paszport sanitarny będzie nam potrzebny praktycznie wszędzie- do restauracji, kin, teatrów, muzeów, parków rozrywki, a nawet na bardzo popularne tutaj sagry i do tych miejsc będziemy mogli wejść po jednej dawce szczepionki. Osoby niezaszczepione będą musiały okazać ważny przez 48 godzin test i jeśli ktoś odwiedza restauracje codziennie, a jest przeciwnikiem szczepień, będzie musiał wykonywać testy często (przypominam, że są one płatne). Stąd właśnie protesty, głosy o odarciu z wolności i gniew ludzki rozprzestrzeniły się ostatnio w Italii. Ja jestem zadowolona z wprowadzenia Green Pass, ponieważ będę czuła się bezpieczniej i bynajmniej nie uważam, aby były zamachem na naszą wolność.


Jednakowoż w Italii słychać krzyki o tym, jakoby wprowadzenie GP było początkiem dyktatury, a niektóre osoby publiczne idą jeszcze dalej i porównują paszport sanitarny do wytatuowanych numerów więźniów z Auschwitz. Takie osądy są w moim odczuciu skandaliczne i niech wstydzi się ten, kto je wypowiedział. Nie lubię radykalnych opinii, zwłaszcza odniesień do czasów Drugiej Wojny Swiatowej, bo są przesadzone i brutalne. Porównywanie Green Pass do tego, co działo się w Auschwitz jest haniebne i wypadałoby dobrze zapoznać się z historią, zanim zacznie się wygadywać takie bzdury. Spuszczę na to zasłonę milczenia i skupię się na tym, dlaczego Włosi tak się oburzyli. Wszystkiemu winna jest oczywiście szczepionka, gdyż w Italii, tak jak wszędzie, ruch antyszczepionkowy jest bardzo silny i dzięki portalom społecznościowym, które nie cenzurują poglądów z księżyca, przybiera coraz bardziej na mocy. Zdecydowana większość Włochów się szczepi (już ponad 60 procent społeczeństwa jest po pierwszej dawce), ale jakiś tam odsetek nie zrobi tego nawet wtedy, gdy się ich do tego zmusi, gdyż ich zdaniem szczepionki to pewna śmierć. I nic, że statystyki są po stronie szczepień (i to wyraźnie), nic to, że od kilku miesięcy ofiarami wirusa są tylko osoby nieszczepione, albo po jednej dawce (98,8 procent), bo dla novax to nie są żadne argumenty, a manipulacje mediów. Po szczepionce też można zarazić się covidem- ten argument również dominuje w wypowiedziach przeciwników szczepień. Tak, o tym wszyscy wiemy, lecz różnica jest zasadnicza- po dwóch dawkach mogę zarazić się lekką odmianą wirusa i nie muszę bać się o własne życie. Niezaszczepieni tej pewności nie mają.


Kiedy Włosi muszą coś zrobić, a tego bardzo nie chcą, wtedy - o zgrozo - zaczynają kombinować i już pojawiają się pierwsze oferty podrobionych Green Pass czy innych zaświadczeń, co jest dosyć niepokojące. Właściciele restauracji również nie są zadowoleni z tego, że będą musieli kontrolować klientów i niektórzy zapowiadają, że nie będą tego robić, bo nie są policjantami, a ja im wierzę. Mieszkam tu na tyle długo, by być przekonaną, że nie wszyscy dostosują się do obowiązujących norm i ci, którzy będą musieli zweryfikować paszport sanitarny klientów, przymkną na to oko. To jest więcej niż pewne, zwłaszcza że liderzy wyżej wymienionych partii politycznych są po ich stronie. Co ciekawe, Matteo Salvini i Giorgia Meloni właśnie zaszczepili się pierwszą dawką szczepionki, choć do tej pory zapewniali, że tego nie zrobią, a każdy Włoch powinien mieć wybór. Premier Mario Draghi zaapelował w dniu ogłoszenia Green Pass do Włochów, żeby się szczepili i przyniosło to efekt, ponieważ rezerwacje szczepień wyraźnie wzrosły. Nie znaczy to jednak, że jest optymistycznie, gdyż obawiam się tego, że wiele osób zaszczepi się tylko pierwszą dawką, być dostać Green Pass, a potem oleje drugą. Także prezydent Włoch, Sergio Mattarella zwrócił się do rodaków, aby się szczepili, ponieważ jak się wyraził, to obowiązek cywilny i moralny, z czym ja najbardziej się zgadzam. Przeciwnicy Green Pass nie składają wszakże broni i ciągle protestują, mając nadzieję, że dzięki temu paszport sanitarny zostanie zniesiony zanim w ogóle wejdzie w życie. Tego raczej bym się nie spodziewała, zresztą mówi się o tym, że Green Pass od 6-go sierpnia będzie konieczny także w transporcie publicznym, od autobusów począwszy, na samolotach i promach skończywszy. Tymczasem ciągle słucham teorii spiskowych na temat tego, jaką szkodę wyrządzamy sobie, szczepiąc się niebezpiecznymi substancjami. Ja od wczoraj jestem po drugiej dawce Pfizera i nawet nie mam gorączki, choć nie wykluczam, że Bill Gates dzięki mikroczipowi właśnie podgląda moje cudowną, włoską, poszczepienną idyllę. To oczywiście żart, zaszczepiłam się, bo wierzę w naukę, a dzięki szczepionce czuję się bezpieczniejsza. 


zdjęcie- SkyTg24

Włoskie lato, włoskie Euro i nie całkiem włoski wirus

by 21 lipca

Znowu minęło kilka miesięcy od mojej ostatniej obecności tutaj. Bloguję nie z tą samą pasją co kiedyś, albo inaczej, mam inne instrumenty do pisania, stąd zapominam o blogu, którego social media zdecydowanie wyparły. I tak, tęsknie za czasami, gdy pisałam codziennie, czekałam na komentarze i odwiedzałam znajome blogerki. Dzisiaj i one zniknęły z blogowego świata, co tylko dowodzi, że blogi mają złote lata za sobą. Nie znaczy to jednak, że opuszczę to miejsce, bo co jakiś czas się tutaj pojawię, aby nie zostawiać tej strony pustej. Przeszłam z nią wiele i żałuję, że to se ne vrati, ale cóż, takie bywają koleje losu. Na fanpejdżu znajdziecie mnie o wiele częściej, ponieważ tak mi jest po prostu wygodniej, a poza tym lubię interakcję z czytelnikami. Tutaj już jej nie ma.


Tymczasem mamy lato i Włochy nadal borykają się z problemem wirusa. Wygrana reprezentacji na Euro była moim zdaniem przypieczętowaniem ostatniego, ciężkiego roku i po prostu się Włochom należała. Zwycięstwo było piękne, pełne emocji, a wygrana z Anglikami u nich w domu i to w świątyni futbolu, jaką jest Wembley, jest czymś niesamowitym. Znamienne było również to, że prawie cała Europa kibicowała Włochom. Być może dlatego, że piłkarze nie byli aż tak pewni siebie jak Anglicy, a może to z tego powodu, że ich gra się bardziej kibicom podobała, w każdym razie włoska reprezentacja zdobyła prawie wszystkich, co bardzo mnie cieszy. Fajnie jest mieć drugą ojczyznę, bo kiedy rodzimy zespół zagrał jak zagrał, wtedy można bez przeszkód sympatyzować z drużyną kraju, gdzie się mieszka. Włochów zresztą zawsze lubiłam i wcale tego nie kryję.


Mamy lato i w związku z tym do Italii zawitali turyści. To dobrze, bo ekonomia musi się kręcić, zwłaszcza że do życia z covidem chyba wszyscy się przyzwyczailiśmy. Wspomniane przeze mnie Euro spowodowało kilka niebezpiecznych przypadków zarażeń, jak w jednym z pubów, gdzie po meczu odnotowano prawie 100 osób zakażonych wirusem. Cóż, można było się tego spodziewać, ponieważ gdy w lokalu znajduje się kilkaset osób stłoczonych wokół siebie i dodatkowo bez maseczek, to potem są tego konsekwencje. Wirus nie zniknął, choć dzięki szczepieniom jest lepiej, ale nadal nie jest wesoło z powodu wariantu Delta, która krąży nad nami niczym jakieś widmo. Drugą dawkę Pfizera mam za tydzień i szczerze mówiąc, nie mogę się tego doczekać. Będę spokojniejsza, bo mam zaufanie do nauki i nie boję się efektów poszczepiennych. Po pierwszej dawce nic mi nie było i mam nadzieję, że i po drugiej będzie tak samo.


Często wracam pamięcią do czasów przed pandemii i zastanawiam się, kiedy to było. Minęło półtorej roku, dopiero tyle, a mi się wydaje, że żyjemy tak lata. Z maseczkami przy sobie, z rezerwą wobec innych osób, ze środkami dezynfekującymi w torebce i ze słowem "covid", którego wszyscy nie znosimy. Normalność zbyt powoli wraca do normy i ciągle mi się wydaje, że nie żyję tak jak kiedyś, gdyż muszę bezustannie uważać. Włosi, tak jak reszta świata, mają już zwyczajnie dosyć i są zmęczeni panującą sytuacją. Rząd zastanawia się nad tym, czy wprowadzić Green Pass, jak zrobili to Francuzi, lecz społeczeństwo jest temu przeciwne. Jeśli jednak rząd postawi na swoim, to nie ma co liczyć na to, by Włosi zachowali się jak Francuzi i protestowali. Włosi mogą to robić przy poważniejszych sprawach, takich jak piłka nożna, a w innych sytuacjach na ulice nie wyjdą, już ja ich znam. Przy tych upałach zresztą komu się chce?


Trochę się rozpisałam, ale skoro tyle mnie nie było, to trzeba się wygadać. Tak jak wspomniałam na początku, jestem cały czas aktywna w social mediach i tam właśnie Was zapraszam. Mam grupę, niedużą, aczkolwiek ciekawą, gdzie podejmuję tematy przeróżne, które dotyczą Italii i tam jestem najczęściej. Grupa nazywa się "Rozmowy o Włoszech" i rozmawiamy codziennie, a aktywność użytkowników jest spora, co w pewnym stopniu napawa mnie dumą. Jest też otwarty fanpejdż bloga "Przystanek Italia", no i jest Instagram, gdzie też często bywam (przystanekitalia). Rzadko gdziekolwiek się reklamuję, znaczy w ogóle tego nie robię, dlatego tutaj, na moim blogu, nadrabiam zaległości. Będzie mi miło, jeśli zdecydujecie się pozostać ze mną w kontakcie poprzez moje wirtualne strony, zaś tutaj będę się odzywać raz na jakiś czas, byle nie zniknąć. Blog kosztował mnie emocjonalnie dużo i błędem byłoby stąd wyparować. A zostawiam Was ze wspaniałym zdjęciem wygranej Włoch, które zwiastuje odrodzenie Italii (oby tak było). Do następnego!


zdjęcie-Sky TG 24

Obsługiwane przez usługę Blogger.