Green Pass we Włoszech- chaos gwarantowany

W poprzednim tekście napisałam, że będę odzywać się tutaj raz na jakiś czas, ale już musiałam się wyłamać z tego postanowienia, ponieważ we Włoszech wprowadzono Green Pass, czyli paszport sanitarny, bez którego poruszanie się po Italii będzie mocno ograniczone. Rząd włoski zadecydował, że Green Pass obowiązywał będzie od 6-go sierpnia i po decyzji premiera Mario Draghiego rozpoczęło się społeczno - polityczne trzęsienie ziemi. Co było do przewidzenia, najpopularniejsze partie prawicowe, głosem ich liderów, czyli Matteo Salviniego z Ligi Północnej i Giorgi Meloni z Fratelli D'Italia okazały się zdecydowanym przeciwnikiem Green Pass i krzyczą wszem wobec o odebraniu wolności Włochom. Sami zaś Włosi również nie są zadowoleni z takiego obrotu sprawy, co pokazują protestując na ulicach, czego ja osobiście się nie spodziewałam. Paszport sanitarny będzie nam potrzebny praktycznie wszędzie- do restauracji, kin, teatrów, muzeów, parków rozrywki, a nawet na bardzo popularne tutaj sagry i do tych miejsc będziemy mogli wejść po jednej dawce szczepionki. Osoby niezaszczepione będą musiały okazać ważny przez 48 godzin test i jeśli ktoś odwiedza restauracje codziennie, a jest przeciwnikiem szczepień, będzie musiał wykonywać testy często (przypominam, że są one płatne). Stąd właśnie protesty, głosy o odarciu z wolności i gniew ludzki rozprzestrzeniły się ostatnio w Italii. Ja jestem zadowolona z wprowadzenia Green Pass, ponieważ będę czuła się bezpieczniej i bynajmniej nie uważam, aby były zamachem na naszą wolność.


Jednakowoż w Italii słychać krzyki o tym, jakoby wprowadzenie GP było początkiem dyktatury, a niektóre osoby publiczne idą jeszcze dalej i porównują paszport sanitarny do wytatuowanych numerów więźniów z Auschwitz. Takie osądy są w moim odczuciu skandaliczne i niech wstydzi się ten, kto je wypowiedział. Nie lubię radykalnych opinii, zwłaszcza odniesień do czasów Drugiej Wojny Swiatowej, bo są przesadzone i brutalne. Porównywanie Green Pass do tego, co działo się w Auschwitz jest haniebne i wypadałoby dobrze zapoznać się z historią, zanim zacznie się wygadywać takie bzdury. Spuszczę na to zasłonę milczenia i skupię się na tym, dlaczego Włosi tak się oburzyli. Wszystkiemu winna jest oczywiście szczepionka, gdyż w Italii, tak jak wszędzie, ruch antyszczepionkowy jest bardzo silny i dzięki portalom społecznościowym, które nie cenzurują poglądów z księżyca, przybiera coraz bardziej na mocy. Zdecydowana większość Włochów się szczepi (już ponad 60 procent społeczeństwa jest po pierwszej dawce), ale jakiś tam odsetek nie zrobi tego nawet wtedy, gdy się ich do tego zmusi, gdyż ich zdaniem szczepionki to pewna śmierć. I nic, że statystyki są po stronie szczepień (i to wyraźnie), nic to, że od kilku miesięcy ofiarami wirusa są tylko osoby nieszczepione, albo po jednej dawce (98,8 procent), bo dla novax to nie są żadne argumenty, a manipulacje mediów. Po szczepionce też można zarazić się covidem- ten argument również dominuje w wypowiedziach przeciwników szczepień. Tak, o tym wszyscy wiemy, lecz różnica jest zasadnicza- po dwóch dawkach mogę zarazić się lekką odmianą wirusa i nie muszę bać się o własne życie. Niezaszczepieni tej pewności nie mają.


Kiedy Włosi muszą coś zrobić, a tego bardzo nie chcą, wtedy - o zgrozo - zaczynają kombinować i już pojawiają się pierwsze oferty podrobionych Green Pass czy innych zaświadczeń, co jest dosyć niepokojące. Właściciele restauracji również nie są zadowoleni z tego, że będą musieli kontrolować klientów i niektórzy zapowiadają, że nie będą tego robić, bo nie są policjantami, a ja im wierzę. Mieszkam tu na tyle długo, by być przekonaną, że nie wszyscy dostosują się do obowiązujących norm i ci, którzy będą musieli zweryfikować paszport sanitarny klientów, przymkną na to oko. To jest więcej niż pewne, zwłaszcza że liderzy wyżej wymienionych partii politycznych są po ich stronie. Co ciekawe, Matteo Salvini i Giorgia Meloni właśnie zaszczepili się pierwszą dawką szczepionki, choć do tej pory zapewniali, że tego nie zrobią, a każdy Włoch powinien mieć wybór. Premier Mario Draghi zaapelował w dniu ogłoszenia Green Pass do Włochów, żeby się szczepili i przyniosło to efekt, ponieważ rezerwacje szczepień wyraźnie wzrosły. Nie znaczy to jednak, że jest optymistycznie, gdyż obawiam się tego, że wiele osób zaszczepi się tylko pierwszą dawką, być dostać Green Pass, a potem oleje drugą. Także prezydent Włoch, Sergio Mattarella zwrócił się do rodaków, aby się szczepili, ponieważ jak się wyraził, to obowiązek cywilny i moralny, z czym ja najbardziej się zgadzam. Przeciwnicy Green Pass nie składają wszakże broni i ciągle protestują, mając nadzieję, że dzięki temu paszport sanitarny zostanie zniesiony zanim w ogóle wejdzie w życie. Tego raczej bym się nie spodziewała, zresztą mówi się o tym, że Green Pass od 6-go sierpnia będzie konieczny także w transporcie publicznym, od autobusów począwszy, na samolotach i promach skończywszy. Tymczasem ciągle słucham teorii spiskowych na temat tego, jaką szkodę wyrządzamy sobie, szczepiąc się niebezpiecznymi substancjami. Ja od wczoraj jestem po drugiej dawce Pfizera i nawet nie mam gorączki, choć nie wykluczam, że Bill Gates dzięki mikroczipowi właśnie podgląda moje cudowną, włoską, poszczepienną idyllę. To oczywiście żart, zaszczepiłam się, bo wierzę w naukę, a dzięki szczepionce czuję się bezpieczniejsza. 


zdjęcie- SkyTg24

Obsługiwane przez usługę Blogger.